Zapraszamy:

pn-pt - 9.00-18.00
sobota - 8.00-14.00

bpmonki@wp.pl

85 716 27 43

Wspomnienia Józefa Paniczko

Rozmowa z Józefem Paniczko

Pracę wykonała Sylwia Paniczko

Mój 85 letni dziadek pomimo podeszłego wieku pamięta dokładnie niemal każdy dzień z tamtych czasów, które niewątpliwie odcisnęły głębokie piętno na jego życiu. Mianem ,,tamtych czasów” określam okres II wojny światowej podczas której dziadek a wraz z nim cała jego rodzina zostali poddani ciężkiej próbie jednak wzajemne wsparcie i miłość pozwoliły im przezwyciężyć wszelkie trudności. Miał on wówczas 11 lat. Wieść o rozpoczętej wojnie dotarła do rodziny dziadka 7 września kiedy żołnierze niemieccy przyszli do ich domu w Potoczyźnie w celu upewnienia się, że nie ukrywają broni, którą mogłoby im przekazać Wojsko Polskie. Była to jedna z nielicznych wizyt, ponieważ  z racji tego, iż mieszkali oni wówczas na kolonii, ich życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo, nikt się nimi nadmiernie nie interesował. Początkowo ludzie nie narzekali na brak jedzenia. W większości sklepów można było kupić chleb, cukier w kostkach czy masło. Ponadto w ich posiadaniu znajdował się młyn, służący do mielenia ziarna zbóż, dla uzyskania mąki. Zatem podstawowe potrzeby były z całą pewnością zaspokajane. Ówczesne życie na wsi nie należało do najłatwiejszych. Ludzie kopali rowy nie otrzymując w zamian żadnego wynagrodzenia. W obawie przed utratą życia ukrywali się w piwnicach, które stanowiły schronienie przed bombardowaniami. Dziadek mówił, że kilka domów zostało zbombardowanych, w pamięci ma również ciała martwych sowietów, leżących przy drodze. Dzisiejszy Kościół pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej i Świętego Kazimierza został również zburzony ze względu na to, iż  ksiądz ukrywał się w obawie przed utratą życia podobno w Kołodzieży przed żołnierzami niemieckimi, którzy chcieli go jedynie zrewidować. Widok ten utkwił w jego pamięci na długie lata.  Wzajemna pomoc sąsiedzka nie była możliwa ze względu na brak możliwości kontaktu, nie było wówczas telefonów dlatego każdy musiał sobie radzić sam. We wsi Sobieski kolega dziadka zabił żołnierza armii sowieckiej czego skutkiem było zabójstwo kilkunastu osób w tym dzieci przez ów armię. Co więcej jeden z sąsiadów,  który nadmiernie interesował się przebiegiem wojny w Mońkach a przez to, że nosił zegarek i złote sygnety żołnierze armii sowieckiej byli przekonani, iż jest on jakimś dowódcą. W momencie kiedy próbowali go zatrzymać na cmentarzu w celu rewizji, mężczyzna zaczął uciekać, co zakończyło się wielką tragedią zarówno dla niego jak i jego najbliższej rodziny- został zastrzelony. Jeśli zaś chodzi o naukę to była ona ograniczona, niewielka liczba osób miała dostęp do normalnej szkoły. Na wsi, w której mieszkał dziadek był nauczyciel do którego chodziła jego siostra. Uczył on podstaw takich jak pisanie czy czytanie. Z kolei dziadek uczęszczał wspólnie z kolegami na plebanię, gdzie nauczał mężczyzna pochodzenia radzieckiego jednak bardzo szybko z tego zrezygnowali, ponieważ posługiwał się on wyłącznie językiem rosyjskim, który nie do końca był przez nich rozumiany. Zatem dziadek zakończył edukację jedynie z zakresu szkoły podstawowej.

Niewątpliwie  II wojna światowa wymusiła na moim dziadku konieczność szybkiego dorastania przez co utracił on  bezpowrotnie najpiękniejszy okres w swoim życiu, a mianowicie dzieciństwo. O zakończonej wojnie poinformowany został przez jednego z niemieckich żołnierzy. Z racji tego, iż nie potrafił on się porozumieć z rodziną dziadka, napisał na ścianie ich  domu ,,kaputt” co oznaczało koniec. Dla nich był to jednak początek nowych możliwości, lepszych perspektyw na przyszłość a przede wszystkim życia bez lęku i ciągłego strachu.

   
Wszelkie prawa zastrzeżone, kopiowanie materiałów zawartych na stronie niezgodnie z licencją Biblioteki Publicznej w Mońkach jest zabronione.
Projekt i wykonanie: strony internetowe Mońki | Na silniku: windu.org