Zapraszamy:

pn-pt - 9.00-18.00
sobota - 8.00-14.00

bpmonki@wp.pl

85 716 27 43

Wspomnienia Zdzisława Zalewskiego

Weronika Zalewska

Stan wojenny zaczął się 13 grudnia 1981 roku z soboty na niedzielę. Trwał  dwa lata , czyli do 1983 roku. Był trudnym czasem dla wszystkich obywateli. Jednym z nich był mój wujek Zdzisław, mieszkaniec Boguszewa. Przywołując jego wspomnienia z tamtych lat zrozumiałam jak wiele musiał wycierpieć , mówiąc o nim mam na myśli również wiele innych ludzi uczestniczących w tym wydarzeniu. Jak każdy wie  niełatwo przekazać co tak naprawdę każdy odczuwał,  odzwierciedlając  to  na kartce papieru. Aby wgłębić się w ten temat pragnę przedstawić jego udział w całej tej sytuacji. W czasie trwania stanu wojennego mój wujek pełnił  obowiązkową służbę w wojsku. Nie miał wyboru , było mu to odgórnie narzucone , nikt nie mógł się sprzeciwić inaczej mógłby mieć poważne problemy. Z dnia na dzień porzucił gospodarkę która wiele dla niego znaczyła, jednak nie to w tej historii jest głównym wydarzeniem , lecz wszystko to co działo się niedługo po tej okoliczności. Każdy musiał się tinnymi ochraniał zakłady wojskowe. Wujek pamięta również mały szczegół , a mianowicie ,że podczas jednego z patrolów  on i inni żołnierze otrzymali od dowódcy   trzydzieści ostrych magazynków z nabojami. Następnego dnia z rana przyjechała jednostka milicji ZOMO ,  po czym internowała wszystkich cywilów , którzy byli w solidarności. Gdy zajechali do jednostki wojskowej , wszystkie widzenia były uniemożliwione. Jedynym wyjściem z sytuacji było odwiedzanie rodziny przez bramę. Wraz z rozpoczęciem stanu wojennego zwiększono żołnierzom porcje żywieniowe , wraz z nimi każdy otrzymywał piętnaście papierosów dziennie. Stało tak się , ponieważ chciano zapobiec buntom  ze strony żołnierzy.

Wujek patrolował Łódź lecz nie tylko . Dowódca  i dwóch żołnierzy kontrolowali podejrzanych ludzi. Zdzisław sprzeciwiał się ZOMO. Była to jednostka milicji , której jednym z zadań było rozgonienie mieszkańców . Podczas jednego z patrolów on i trzech żołnierzy spostrzegli milicjantów bezkarnie bijących cywilów. Kolega mojego wujka wpadł w szał , był wściekły. Nie mógł na to bezczynnie  patrzeć . ‘’ W głowie przemknęło mi wiele myśli , na temat w jaki sposób mam im pomóc . Pierwsze co przyszło mi do głowy to wyjęcie broni i zrobienie to co uważałem za słuszne. Pragnąłem pomóc tym bezbronnym ludziom w jakikolwiek możliwy sposób, lecz tak naprawdę nic nie mogłem zrobić.’’  - opowiada wujek. Po chwili chłopak  który kontrolował miasto razem z nim chwycił za karabin i wymierzył go w stronę milicjantów. Wujkowi i jego koledze udało się go w ostatniej chwili przekonać aby nie naciskał spustu. Trudno było go do tego namówić . Oboje bali się o życie swoje , jak również jego.  Niestety całą akcję widziały osoby należące do ZOMO.  Paweł , który chciał sam wymierzyć sprawiedliwość został zabrany przez milicję .Wujek nigdy więcej go nie widział. Został zamordowany za to , iż należał do Solidarności.  Strajk generalny trwał dwa tygodnie. Zaczął  się 21 sierpnia 1980 roku. Jego celem było zniszczenie komuny. Wujek wiele wniósł na jego zakończenie. Mimo tego iż mógł stracić życie  rozwoził ulotki wydawane  przez wolną drukarnie Stoczni Gdańskiej. Musiał je umiejętnie ukrywać przed ZOMO. Ich treść zmierzała do zwalczenia komuny. Wujek woził je ze sobą w pociągach. Kolejnym ważnym zadaniem było rozdanie ich osobom , które nie wydały by go i innych milicjantom. Było to naprawdę trudne, gdyż tak naprawdę ich nie znał. Zdzisław wraz z innymi  uczestnikami  w całej akcji  komunikowali się czy nie idzie żaden milicjant. Robili to w wielu miastach , również w Mońkach. Telewizja nie ujawniała wszystkiego , dlatego nadrabiano to ulotkami. Wujek rozwoził je każdego dnia przez dwa tygodnie od rana do wieczora. Cel strajków był jasny : odblokowanie  automatycznych  połączeń telekomunikacyjnych w szczególności z Warszawą i Szczecinem . Doraźna poprawa bytu i warunków pracy oraz stworzenie rzeczywistych przedstawicielstw załóg robotniczych. Były one niezbędne zarówno dlatego ,że tylko takie przedstawicielstwa mogły zabezpieczyć  trwałość uzyskanych  ustępstw  i zdobyczy, jak i dlatego że były one konieczne dla  prawidłowego  funkcjonowania gospodarki.  Przedstawicielstwa takie mogły się stać dla władz partnerami do rozmów  o wydajności pracy  i wynagrodzeniach , co pozwoliłoby uchronić kraj przed chaosem. Dopominając  się o takie przedstawicielstwa strajkujący dawali więc możność zapobieżenia upadkowi gospodarczemu Polski . Odpowiadając przychylnie na żądania płacowe , władze odrzucali jednak żądania, które określali jako politycznem. Przez to samo pozbawiały wartości swe  własne ustępstwa. Przebieg i rozszerzenie się strajków wykazały , że robotnicy żywiołową jednością nastrojów, pragnień i żądań nadrabiali brak organizacji oraz olbrzymie trudności w porozumiewaniu się między zakładami i przekazywaniu wiadomości. Ufano , że wytrwają w  stanowczości , solidarności i spokoju. Jak również , że w imię zasadniczej potrzeby zachowania jedności , w obliczu prób jej rozbijania przez partię , będą wysuwali tylko takie żądania , które mogą znaleźć powszechne poparcie. Strajkujący wyrażali czynnie to co myśleli i czuli, czego pragnie cały naród polski. Świadomość tego miała przekonać władze o bezsensie jakiejkolwiek próby użycia siły. Strajkujący mieli też za sobą międzynarodowy ruch zawodowy  i ogromną większość opinii  światowej, która z zapartym tchem śledziła  ich spokojną , bezkrwawą walkę . Wierzono , że do  końca bezkrwawa- wiedząc, że ważyły się losy nie tylko robotników polskich , nie tylko Polski , lecz również całej Europy. Wracając do strajków  opowiadań wujka wynika , że  na terenie Stoczni Gdańskiej i innych strajkujących zakładów , a także na ulicach Trójmiasta zazwyczaj panował spokój. Nawet w chwilach rozdawania na ulicach ulotek zawieszanie trwało krótko- tysiące ludzi momentalnie rozchwytywało podawane im wydawnictwa wolnych drukarni Trójmiasta.  Mój wujek Zdzisław pamięta również sytuację za młodych lat , a mianowicie gdy uczęszczał do trzeciej klasy zawodowej. Miał wtedy 19 lat. Uczył się z Krzysztofem W. , który później był przedstawicielem tych strajków. Mieszkali razem wynajmując tą samą stancję, jednak nie wiedział czym tak naprawdę zajmuje się jego bliski kolega. Mimo , iż byli przyjaciółmi wujek dopiero po pewnym incydencie dowiedział się , że Krzysztof był przywódcą  w podziemiach. Bał się on o mojego wujka, więc wolał mu tego nie mówić. Pewnego razu gdy wrócił ze szkoły ich mieszkanie było ,,przewrócone do góry nogami ,, , przeszukane do najmniejszego szczegółu. Milicjanci szukali dowodów w związku z tą sprawa .Przestraszył się  i nie chcąc mieć kłopotów uciekł.  Niestety nie udało mu się ominąć nieprzyjemności . Spędził całą dobę na posterunku. Wiedział gdzie aktualnie przebywał podejrzany , lecz nie wydał prawdy. Chcąc ,,wydusić,, z niego informacje grozili mu nie tylko zamknięciem w więzieniu lecz również pobiciem. Gdy zakończyły się strajki ZOMO wywieźli osoby należące do podziemia do Francji , aby nie namawiali ludności do strajku. W śród nich był  Krzysztof,  był on  bardzo odważny , dalej prowadził swoją działalność.  Niestety wujek przez sytuacje w kraju ponownie stracił bliskiego  przyjaciela, gdyż nie chcąc zbytnio narażać życia stracili ze sobą kontakt. Gdy wrócił z pełnionej służby w wojsku powrócił do prowadzenia gospodarstwa rolnego. W łatwy sposób można opisać co  działo się w czasach trwania stanu wojennego , jednak nic w pełni nie odzwierciedli przeżyć wszystkich ludzi żyjących w tamtych latach.

Wszelkie prawa zastrzeżone, kopiowanie materiałów zawartych na stronie niezgodnie z licencją Biblioteki Publicznej w Mońkach jest zabronione.
Projekt i wykonanie: strony internetowe Mońki | Na silniku: windu.org