Zapraszamy:

pn-pt - 9.00-18.00
sobota - 8.00-14.00

bpmonki@wp.pl

85 716 27 43

Magdalena Wysocka

Spisała Magdalena Wysocka uczennica klasy 2c

Opowiedziała Teresa Dziekońska z domu Gołębicka

 

W 1936 roku zmarła moja mama. Tatuś ożenił się po raz drugi z Józefą Popowską. Nasza  rodzina mieszkała blisko siebie. Siostra tatusia Marianna Rutkowska z rodziną w Białosuknii  i siostra Waleria Kownacka z rodziną we wsi Kąty niedaleko Jasionówki. Na kolonii Gurbicze mieszkało kilka rodzin. Między innymi Maria Gromko po mężu Bykowska. Moje wspomnienia wiążą się z tymi rodzinami.

 

„Dzieciństwo”

Nasze spokojne dzieciństwo przerwała woja w 1939r. Mój tatuś był sołtysem ,dlatego zawsze było u nas dużo ludzi. Twierdza Osowiec była niedaleko. Stał tam front. Najpierw przyszli Rosjanie, potem Niemcy. Całe dowództwo zatrzymało się w Białosuknii  u siostry tatusia Marii Rutkowskiej, bo mieli murowany, wygodny dom. U nas jak wspomniałam tatuś był sołtysem ,więc miał spis ludności, metryki, ciągle było dużo ludzi. Tatuś porobił kryjówki. Mieliśmy wykopany tunel z chlewa do stodoły i ze stodoły do jakby piwnicy. W domu, komin wędlarni był tak przerobiony ,że można było  wyjść na strych. Tam były puste beczki, zakryte deskami i tylko trochę zboża na górze. Tam tatuś ukrywał Żydów i jedzenie. Niemcy wywozili młodzież na roboty do Niemiec. W kryjówkach ukrywała się młodzież, my, gdy leciały samoloty, a na koniec Żydzi. Ciężko było pojąć dzieciom co się dzieje. Kto wróg, a kto przyjaciel. Od najmłodszych lat musiałam mięć obowiązki i być bardzo dorosła. Milczeć przed obcymi. Ciągle bałam się. Pamiętam strach i ciemność. Mimo wszystko bawiliśmy, kochaliśmy, odwiedzaliśmy się. Pozornie toczyło się normalne życie było tylko jakieś napięcie.

 

„Wujek Edek mały i duży”

Bardzo często odwiedzaliśmy siostrę mego taty, Walerię Kownacką. Podczas likwidacji getta żydowskiego w Jasionówce, wielu Żydów zbiegło, dwóch z nich doszło do Kownackich. Akurat byliśmy z wizytą u cioci. Nie bardzo pamiętam rozmowę, gdyż dzieciom kazano wyjść. Wiem tylko, że wróciliśmy do domu z dwoma mężczyznami. Byli bardzo wychudzeni. Tatuś kazał nazywać ich „wujek Edek ‘’ z dodatkiem mały i duży, ponieważ różnili się wzrostem. Od tej pory moim zdaniem było wypatrywanie ludzi, którzy przychodzili do nas. Musiałam stać w oknie i informować rodziców, jeżeli zbliżał się ktoś obcy. Mieszkaliśmy na kolonii. Było to łatwe. Musiałam nosić im jeść. Ukrywali się w piwnicy lub kominie. Zbudowano wyjście.

Pamiętam wizytę Niemców, którzy szukali kryjących się po lasach i domach Żydów. Tatuś powiedział –„proszę bardzo ‘’. Niemcy szukali po słomie. Tatuś powiedział – „Tu nikogo nie ma ,jak nas spalicie, to nie będziecie mieli gdzie zajść, ogrzać się i wypić wódkę, to dobre miejsce.”  Dowództwo daleko. Bardzo często Niemcy byli z wizytą u taty, nawet po parę dni. Dawali dzieciom czekoladę. Wtedy tatuś krzyczał na mnie- „czego tu siedzisz, idź zanieś psu jeść’’. Nosiłam wtedy jedzenie do stodoły. Wiedziałam, gdzie postawić. Było to jedzenie dla Żydów, którzy brali je nocą. Trzeba było dać też kawałek czekolady, a to był rarytas. Wujkowie byli u nas ponad dwa lata. Potem była wielka radość. Koniec wojny. Wujkowie odjechali. Dzisiaj wiem wszystko. Moi rodzice zostali odznaczeni medalem Sprawiedliwych wśród narodów świata, a sprawa przechowywania Żydów  Wojtasiewicz, bo tak się nazywali jest ściśle związana z pomocą udzieloną Żydom przez Kownackich. W miesiącu styczniu 1943r. hitlerowcy likwidowali getto żydowskie w Jasionówce. Podczas wywożenia mieszkańców tego getta na śmierć do Treblinki uratowali się m.in. Mejsko i Mejor, bracia Wojtasiewiczowie. Udali się oni do wsi Kąty, do Kownackich, aby prosić ich o przechowanie a nie dysponowali wystarczającymi środkami materialnymi powierzyli to zadanie, przechowania braci Wojtasiewiczów, Stefanowi Gołębickiemu, bratu  Walerii Kownackiej. Gołębicki przechował  Wojtasiewiczów aż do zakończenia działań wojennych na tych terenach. Po wojnie wyjechali oni do Izraela, lecz obecny adres nie jest znany.   

Ja mam przyznane uprawnienia kombatanckie za udzielenie schronienia zagrożone karą śmierci. Jeżeli Niemcy znaleźli Żyda rozstrzeliwali wszystkich, a potem wieźli przez wieś Żydów i rodzinę, która ich ukrywała. Dom palili. Żydzi ukrywali się również w lasach.

„Złoty pierścionek ”

Moja koleżanka Maria Gromko z domu Bykowska mieszkała niedaleko nas. Rosjanie wywieźli jej ojca na Sybir. Ona znała kryjówkę Żydów w lesie. Pewnego razu zobaczyłam, że ma ona mały, złoty pierścionek. Potem jej mama zabrała go. Dzieci między sobą rozmawiały o wszystkim. Śmiejąc się powiedziała mi, że dostała go od krasnoludka. Była starsza ode mnie. Wyśledziłam ją. Chodziła do lasu po chrust, zresztą jak wszystkie dzieci. Poszłam po cichu za nią.Weszła ona do takiej dziury, jakby  rowu w lesie i zaczęła śpiewać. Patrzę rusza się krzak wychodzi z podziemi jakiś pan, rozmawiają, potem wychodzą dwie dziewczynki. Bawiły się razem z Marysią. Ona nosiła im jeść. Przychodzili oni też nocą do domu, umyć się, też jeść. W drodze powrotnej wyszłam jej naprzeciw i powiedziałam, że wszystko widziałam. Ona mi opowiedziała o tym jak przyszli do domu. Potem ukryli się w lesie. Mama jej kazała nosić jeść Potem odeszli nie wiadomo kiedy, ale wiem, że było to jak znaleziono Żydów w jednym z domów we wsi. Zabito wszystkich, a dom spalono. Mogłabym Ci opowiadać dużo, ale tylko strzępy zostały w pamięci.

 

„Piwnica’’

                      Niemcy, gdy już przegrywali wojnę i odchodzili z naszych terenów, mieli taką brygadę, która „sprzątała’’ po sobie. Sprzątała, to znaczy zacierała ślady. Gdy dowództwo już się ewakuowało z domu mojej babci Marii Rutkowskiej, brygada zaczęła sprzątać, całą rodzinę, ciocię, wujka, dzieci zamknęli w piwnicy. W domu rozłożyli granaty,słomę i podłożyli ogień. Przełożony, który mieszkał w tym domu wrócił jeszcze, żeby coś załatwić. Spotkał płaczącego najmłodszego syna mojej cioci Henryka. Miał on może 8 lat. Zapytał co się stało. On zaprowadził i pokazał co się dzieje. Natychmiast Niemiec kazał ugasić ogień. Wybrać granaty. Z piwnicy wyszła rodzina. Zostali uratowani. Ciocia długo modliła się o zdrowie tego Niemca, gdyż miał też rodzinę, dzieci i nienawidził wojny .

               
Wszelkie prawa zastrzeżone, kopiowanie materiałów zawartych na stronie niezgodnie z licencją Biblioteki Publicznej w Mońkach jest zabronione.
Projekt i wykonanie: strony internetowe Mońki | Na silniku: windu.org